poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Czy to juz jesien? Brownies z serem i dzemem malinowym.



Chlodne wieczory, deszczowe dni. Poranne mgly i wszechobecne pajaki tkajace z wielkim zapalem swoje pajeczyny... Dni tez juz chlodniejsze (przynajmniej u nas) a w powietrzu czuc zapach zblizajacej sie jesieni... Zbyt szybko minelo w tym roku to lato. Nie zdazylam sie nim nacieszyc. Nie zdazylam wystarczajaco mocno naladowac "baterii". Na pocieszenie upieklam wiec sobie brownie :) Mocno czekoladowe i niesamowicie pyszne. Z dodatkiem serka i slodkiego malinowego dzemu. Wystarczy kawalek aby zapomniec o wszystkich smuteczkach :) Przepis pochodzi z blogu Eweny. Polecam.



Brownies z serem i dzemem malinowym

Skladniki:
200 g masla, plus dodatkowo do natluszczania
150 g ciemnej czekolady (min 70%), pokrojonej
150 g deserowej czekolady (ja zrobilam z mlecznej), pokrojonej
4 srednie jajka
150 g jasnego cukru muscovado
125 g maki ze srodkiem spulchniajacym + 1 lyzka (lub zwyklej plus 1 lyzeczka proszku do pieczenia i szczypta soli)
125 g twarogu lub kremowego serka
2 lyzki dzemu malinowego
creme fraiche do podania (ewentualnie)

Piekarnik nastawiamy na 200°C. Natluszczamy foremke o wymiarach 23 cm (u mnie 20x20 cm) i wykladamy ja papierem do pieczenia.

Obie czekolady i maslo rozpuszczamy w kapieli wodnej. Odstawiamy do wystygniecia. 3 jajka i cukier (oprocz 1 lyzeczki) umieszczamy w misce i bardzo dobrze ubijamy, az masa bedzie miec konsystencje pianki. Dodajemy rozpuszczona i wystudzona czekolade, make, mieszamy i przelewamy do foremki.

Ser mieszamy z 1 lyzeczka cukru, 1 jajkiem i 1 lyzka maki. Umieszczamy w kilku miejscach na masie czekoladowej, na wierzchu sera umieszczamy dzem i patyczkiem zataczamy kregi do utworzenia efektu marmuru.

Pieczemy ok. 25-30 min. Wyjmujemy z piekarnika, pozostawiamy w foremce prze 10 min. po czym przenosimy na kratke. Wystudzone, kroimy na 9 lub 12 kawalkow i podajemy ze smietanka.

czwartek, 25 sierpnia 2011

Dieta Italiana. Salatka z sera feta, arbuza i bazylii.



Z kazdej wizyty w Polsce przywoze ksiazki kulinarne. Zawsze zabieram dodatkowa torbe na bagaz podreczny bo kupuje ksiazki, ze tak powiem, hurtowo (oczywiscie, jesli znajde jakies ciekawe pozycje; z ostatniego pobytu przywiozlam az dziesiec:) Moim ostatnim odkryciem sa ksiazki Gino D'Acampo, Wlocha urodzonego na poludniu Italii, nazywanego "mistrzem nowoczesnej kuchni wloskiej". Mieszka obecnie w Londynie, gdzie jest gwiazda brytyjskiej telewizji i prowadzi oczywiscie programy kulinarne. Ten mlody czlowiek ma na swoim kacie trzy ksiazki, z pysznymi wloskimi przepisami. Pierwsza z nich "Fantastico!" zostala uznana za najlepsza wloska ksiazke kucharska swiata. W swojej drugiej ksiazce "Buonissimo" miesza tradycyjna kuchnie wloska z nowoczesna. Jest tez trzecia ksiazka "Dieta Italiana" wlasnie, z prostymi, zdrowymi i pysznymi przepisami. Polecam goraco te ksiazki wszystkim wielbicielom kuchni wloskiej (ja sama mam dwie z nich, w kolejce do kupienia czeka "Fantastico!"). Sa pieknie wydane a potrawy, ktore prezentuje az krzycza ze zdjec "zjedz mnie" :) Mala ciekawostka: tutaj niektorzy mowia na niego "wloski Jamie Oliver" :) A ostatnio ogladajac na kanale kuchnia.tv rewolucje Jamiego Olivera na stolowkach angielskich zauwazylam, ze ksiazke Gino (wlasnie "Fantastico!") dawal Jamie jednej z kucharek mowiac, ze to jego ulubiona wloska ksiazka kucharska :)

Przejdzmy jednak do przepisu. Przepis znalazlam w ksiazce "Dieta Italiana". Coz moge napisac o tej salatce...jest po prostu rewelacyjna! Prosta w wykonaniu i niesamowicie pyszna. I oczywiscie zdrowa :) Chrupiaca fasolka szparagowa, soczysty arbuz, slona feta, slodki sos balsamiczny i aromatyczna bazylia...pycha. Do tego odrobina soli czosnkowej i pyszna przekaska gotowa. Goraco polecam :)

"Ta prosta salatka wyglada i smakuje tak wspaniale, ze dogodzi nawet najbardziej wybrednemu podniebieniu. Co wiecej, jej barwy przywodza na mysl piekne kolory zielono-bialo-czerwonej wloskiej flagi narodowej. Zamiast arbuza mozna wykorzystac slodki melon kantalupa o pomaranczowym miazszu. Wtedy salatka nabierze kolorow odpowiadajacych fladze Irlandii!"



Salatka z sera feta, arbuza i bazylii

Skladniki na 4 porcje:
200 g drobnej fasolki szparagowe, obranej i przepolowionej
350 g miazszu arbuza
250 g sera feta w kostkach
20 g posiekanych listkow swiezej bazylii
2 szczypty soli czosnkowej
3 lyzki oliwy extra virgin
1 lyzka octu balsamicznego
1 lyzka soku z cytryny
szczypta swiezo zmielonego czarnego pieprzu

Doprowadzic do wrzenia wode w garnku i przez 3-4 min. gotowac w nim fasolke szparagowa (ja gotowalam ja troche dluzej, ale wazne jest aby fasolki nie rozgotowac- taka "al dente" jest w sam raz). Odcedzic i zanurzyc fasolke w zimnej wodzie aby przestygla.

Pokroic arbuza na niewielkie kawalki i wlozyc do salaterki z feta oraz odsaczona i schlodzona fasolka szparagowa. Posypac posiekana bazylia.

Przelozyc pozostale skladniki do malego sloika z nakretka. Energicznie potrzasnac a potem polac salatke dressingiem.

Starannie wymieszac salatke i podawac.




poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Kurczak Maryland pieczony w brytfance.



Miniony weekend byl jednym z ladniejszych tego lata. Cieplo i pieknie swiecace slonce wprost zapraszaly do spacerow i rowerowych wycieczek. W tym wlasnie miejscu powinnam napisac, ze wybralismy sie na takowa wycieczke jednak plany pokrzyzowalo nam paskudne przeziebienie :( Maly co i rusz przynosi jakies nowe bakterie i wirusy z przedszkola (tak, juz jest w przedszkolu!) i po kolei chorujemy. Najpierw Maly, potem ja a teraz moj M. Nie musze chyba pisac jak "wspaniale" jest byc przeziebionym latem... A lekarz pocieszyl nas mowiac, ze mozemy chorowac do dziesieciu razy w roku! I wszystko to przez przedszkole... Caly weekend spedzilismy wiec w domu, ewentualnie troche na tarasie, faszerujac sie lekami. Zeby umilic nam troche ten czas przygotowalam pyszny obiad (cale szczescie, ze nasz zmysl smaku funkcjonuje jeszcze dobrze:)) Przepis znalazlam w ksiazce Jamiego Olivera "Moje obiady". Piersi kurczaka faszerowane bananami, zawijane w boczek i ulozone na kolderce z kukurydzy i fasolki (koniecznie uzyjcie do tego dania swiezej fasoli, jest o wiele lepsza w smaku niz konserwowa). Wszystko zalane smietana kremowka i bialym winem a nastepnie zapieczone (ja dalam zbyt duzo wina dlatego powstalo mi wiecej sosu ale to zupelnie nam nie przeszkadzalo). Wspaniala krzyzowka smakow i aromatow. Delikatne piersi kurczaka, slodkie banany, chrupiacy slony boczek, slodka i pyszna kukurydza... Po prostu pycha! Polecam :)



Kurczak Maryland pieczony w brytfance

Skladniki na 4 porcje:
4 piersi kurczaka, bez skory
4 kolby swiezej kukurydzy
puszka (410 g) fasolki cannellini lub jas, osaczonej
2 banany, obrane
sol morska
swiezo mielony czarny pieprz
1 duz kieliszek bialego wina
300 ml smietany kremowki
55 g masla
12 plasterkow wedzongo boczku lub pancetty
garsc swiezo oberwanych listkow miety

Rozgrzej piekarnik do temp. 220°C i znajdz brytfanke takiej wielkosci, zeby mozna w niej bylo ulozyc piersi kurczaka ciasno obok siebie. Aby oddzielic nasionka kukurydzy, pociagnij nozem wzdluz kolby. Kiedy juz to zrobisz, wloz kukurydze do brytfanki a kolby wyrzuc. Zgniec na papke widelcem (albo palcami) polowe cannellini lub jasia i dodaj do kukurydzy razem z pozostalymi calymi ziarnami fasoli.

Wyloz piersi kurczaka na deske do krojenia. Na pewno zauwazysz, ze w kazdej z nich znajduje sie maly, dajacy sie oddzielic od reszty plat miesa. Jesli go odchylisz i natniesz lekko nozem, powstanie kieszonka. Zrob kieszonki we wszystkich czterech piersiach, wcisnij w kazda z nich polowke banana i przykryj nacietym platem miesa. Calosc przypraw sola i swiezo mielonym czarnym pieprzem.

Odwroc filety na druga strone i ostroznie uloz je na kukurydzy z fasola. Dodaj wino i smietane kremowke, maslo podziel na male grudki i rozrzuc po wierzchu. Przykryj piersi plastrami boczku lub pancetty i zapiekaj w piekarniku przez 35-40 min. az boczek stanie sie chrupiacy. Podczas pieczenia kurczak i kukurydza przejda smakiem wedzonego boczku i delikatnym aromatem bananow. Sprobij i - jesli bedzie taka potrzeba - jeszcze raz dopraw. Danie podawaj na stol w brytfance udekorowane listkami miety.

czwartek, 18 sierpnia 2011

Smazony arbuz. Z greckim jogurtem i karmelizowanymi orzechami wloskimi.



Dziwnym zbiegiem okolicznosci to juz drugi przepis na moim blogu pochodzacy z kuchni greckiej :) Po placuszkach z cukinii przyszedl czas na deser ze smazonego arbuza, z dodatkiem jogurtu greckiego i orzechow w karmelu. Przepis pochodzi z ksiazki Gordona Ramsay'a "Kuchnie swiata" (dzial Kuchnia grecka). Gordon Ramsay napisal: "Slodkie i soczyste arbuzy sa uwielbiane przez Grekow. Kiedy pod koniec sierpnia przychodzi sezon na arbuzy, czesto podaje sie je na sniadanie, z serem feta i oliwkami w salatkach i oczywiscie jako deser. Lubie smazyc plastry arbuza, by wydobyc naturalna slodycz i podawac jako kuszacy deser z karmelizowanymi w miodzie orzechami wloskimi oraz gestym jogurtem".

Musze przyznac, ze smazenie arbuza wydalo mi sie troche ekscentrycznym pomyslem :) Arbuza na cieplo jeszcze nigdy nie jadlam, nie lubie nawet arbuza o temperturze pokojowej, najlepiej smakuje mi schlodzony. Postanowilam sprobowac i... uwierzcie, ten deser jest naprawde przepyszny! Cukier puder, ktorym oproszamy arbuza przed smazeniem, rozpuszcza sie i razem z sokiem, ktory pusci arbuz tworzy lekko slodki sos. Do tego orzechy w miodowym karmelu i galka schlodzonego, gestego jogurtu greckiego...pycha. Polecam :)



Smazony arbuz z jogurtem i karmelizowanymi orzechami wloskimi

Skladniki na 4 porcje:

1 maly lub 1/2 sredniej wielkosci arbuza
odrobina oliwy z oliwek
cukier puder, do oproszenia
400-500 g jogurtu greckiego

Karmelizowane orzechy:
15 g masla
65 g plynnego miodu
100 g orzechow wloskich

Aby przygotowac karmelizowane orzechy wloskie, wyloz blache papierem pergaminowym. Do malego rondla wloz maslo i miod. Wstaw na sredni ogien i podgrzewaj 2-3 min., az maslo sie roztopi. Teraz wrzuc orzechy i dokladnie wymieszaj. Podgrzewaj przez nastepna minute lub dwie, az plyn zacznie bulgotac i nabierze zlotobrazowego koloru. Ostroznie przeloz orzechy pokryte slodka masa na blache i odstaw do zastygniecia na 1-2 godz. (nie spodziewaj sie, ze karmelizowane orzechy beda tak kruche jak pralinki. Karmelizacja sprawi, ze beda bardziej miekkie). Wystudzone orzechy w slodkiej masie polam na kawalki i przechowuj w pojemniku prozniowym.

Tuz przed podaniem, pokroj arbuza na trojkatne lub kwadratowe plastry grubosci 3-4 cm. Na patelni z grubym dnem rozgrzej na duzym ogniu odrobine oliwy. Arbuza trzeba bedzie smazyc w turach. Kazdy plaster orpsz z dwoch stron cukrem pudrem, a nastepnie smaz przez 1-11/2 min. z kazdej strony i przeloz na cieply talerz.

Na talerzach uloz po jednym plastrze usmazonego arbuza. Na wierzch naloz duza galke jogurtu, posyp karmelizowanymi orzechami. Od razu podawaj.


poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Kakaowe tarteletki z kremem z bialej czekolady i malinami.



Dzis zapraszam Was na pyszne kakaowe tarteletki z kremem z bialej czekolady i malinami. Kakaowy spod, czekoladowy krem i maliny - te wszystkie skladniki swietnie sie ze soba komponuja tworzac wspaniala kompozycje smakowa. Mozna dodac oczywiscie rowniez inne owoce ale mysle, ze kwaskowe maliny doskonale przelamuja slodycz czekoladowego kremu. No wlasnie, kremu... mialam z nim maly problem :) Wydaje mi sie, ze w przepisie jest zbyt duzo smietany (proponuje dac polowe podanej ilosci) bo nie stezal tak, jak powninien. Wstawilam go na cala noc do lodowki a nastepnego dnia wciaz mial dosyc rzadka konsystencje. Dopiero kiedy spedzil troche czasu w zamrazarce lekko zgestnial. Mimo to tarteletki byly przepyszne i zniknely w mgnieniu oka. Polecam :)



Kakaowe tarteletki z kremem z bialej czekolady i malinami

Skladniki na 4 tarteletki:
140 g maki pszennej (typ 550)
szczypta proszku do pieczenia
1 lyzka kakao
80 g masla o temperaturze pokojowej
30 g cukru pudru
sol
1 jajko (zoltko oddzielone od bialka)

Krem:
150 g bialej czekolady
125 g smietany kremowki (proponuje dac mniej)
25 g masla

Dodatkowo:
250 g malin
80 g galaretki malinowej
mieta do dekoracji

Make wymieszac z proszkiem do pieczenia i kakao. Dodac maslo, cukier puder, szczypte soli i zoltko jajka. Szybko zagniesc ciasto. Zawinac w folie przezroczysta i wlozyc do lodowki na 1 godz.

Schlodzone ciasto podzielic na 4 czesci. Kazda czesc rozwalkowac (najlepiej zrobic to pomiedzy dwoma arkuszami folii przezroczytej), wylepic ciastem foremki do tarteletek (o srednicy 10 cm), nakluc ciasto widelcem i wstawic do lodowki na 15 min. W miedzyczasie rozgrzac piekarnik do 200°C. Wyjac tarteletki z lodowki, na wierzchu kazdej ulozyc papier do pieczenia, obciazyc fasola. Wstawic do piekarnika i piec (na srednim poziomie) przez 15 min. Nastepnie foremki wyjac, usunac fasole i papier. Ciasto posmarowac rozmaconym bialkiem jajka, ponownie wstawic foremki do piekarnika. Piec kolejne 5 min. wyjac, wystudzic.

Czekolade polamac na kawalki, wlozyc do miski. Smietane wlac do rondelka, dodac maslo, zagotowac. Goraca smietane z maslem wlac do czekolady, odstawic na 3 min. Po tym czasie wymieszac mase az powstanie gladki krem. Napelniac tarteletki czekoladowym kremem, wstawic do lodowki na co najmniej 1 godz. (ja wstawilam na cala noc).

Maliny oplukac, osuszyc, wylozyc na stezaly krem. Galaretke malinowa wlozyc do rondelka, dodac 1 lyzke wody, podgrzac. Polac galaretka maliny. Przed podaniem udekorowac listkami miety.



*zrodlo przepisu: ksiazka "Tartelletes. Kleine Kuchen pikant und süss"

czwartek, 11 sierpnia 2011

Pyszna w swojej prostocie. Zupa krem z pomidorow z bazylia.



Bardzo lubie pomidorowe zupy. Znajduja sie one w trojce moich ulubionych zup (zaraz po botwince i zupie szczawiowej:)) Przewaznie robilam zwykla pomidorowke, zabielana smietana, ktora podawalam z ryzem lub makaronem. Kiedys w jednej z ksiazek znalazlam przepis na strasznie prosta w przygotowaniu zupe krem z pomidorow. Dlugo zastanawialam sie czy umiescic go na blogu. Jednak smak tej zupy tak mnie zachwycil, ze postanowilam podzielic sie z Wami przepisem. Zupa jest pyszna, kremowa, pachnaca pomidorami i bazylia. Robilam ja juz wiele razy i za kazdym razem jestem zachwycona jej smakiem. Polecam :)

Wazne jest aby do zupy uzyc bardzo dojrzale pomidory (nie powinny byc wodniste). Ja przewaznie uzywam pomidory z puszki. Dla podkrecenia smaku warto dodac do zupy papryczke chili. Ja dodaje pol i to wg mnie w zupelnosci wystarcza aby nadac zupie ostrosci (nie jest jej zbyt wiele). Jednak jesli ktos lubi moze oczywiscie dodac cala :) Smietane kremowke przed dodaniem do zupy mozna lekko ubic za pomoca miksera lub trzepaczki. Ja polewam goraca zupe zimna smietana, prosto z kubeczka. Na koniec posypuje calymi listkami bazylii. Do tego swieza bagietka i pyszny obiad gotowy :)



Zupa krem z pomidorow z bazylia

Skladniki na 4 porcje:
1 kg dojrzalych pomidorow (lub 800 g pomidorow z puszki)
1 lodyga selera naciowego (nie dalam)
1 mala marchewka
1 cebula
1 zabek czosnku
1 mala czerwona papryczka chili (ja dalam pol)
3 lyzki oliwy
50 ml bialego wina (lub bulionu warzywnego)
400 ml bulionu warzywnego
sol
pieprz
2-3 szczypty cukru
4 galazki bazylii
100 g smietany kremowki

Pomidory umyc, pokroic na kawalki, wyciac trzepienie (sok, ktory wyciekl z pomidorow podczas krojenia zachowac).

Seler naciowy umyc, marchewke, cebule i czosnek obrac, wszystko drobno pokroic. Papryczke chili umyc, przekroic na pol, usunac pestki, rowniez drobno pokroic.

Rozgrzac oliwe w garnku. Wrzucic cebule, czosnek i chili, podsmazyc. Nastepnie dodac marchewke i seler naciowy, smazyc mieszajac na srednim ogniu przez 2-3 min. Zalac winem (lub bulionem) i dusic warzywa do momentu az cale wino wyparuje.

Do podduszonych warzyw dodac pomidory z sokiem (lub pomidory z puszki), wlac bulion. Doprawic do smaku sola, pieprzem i cukrem. Gotowac bez przykrycia przez 30 min. na malym ogniu.

Gotowa zupe zmiksowac za pomoca blendera (ew. przetrzec przez sitko). Bazylie umyc, osuszyc, oderwac listki od galazek (mozna je zostawic cale lub pociac w paski).

Gotowa zupe wylac na talerze. Kazda porcje ozdobic kleksem smietany i udekorowac bazylia. Podawac ze swieza bagietka.



*zrodlo przepisu: ksiazka "Vegetarisch. Das goldene von GU"

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Kolokithokeftedes - placuszki z cukinii po grecku.



Pyszne placuszki z cukinii, doskonale zarowno na cieplo, jak i na zimno. Cudownie smakuja i pachna ziolami: koperkiem, mieta i natka pietruszki. Do tego jogurtowy dip z dodatkiem ziol. Prawdziwie letnie danie. A co najwazniejsze - robi sie je naprawde szybko. Przepis Agnieszki Kreglickiej. Polecam :)

Podczas przygotowania placuszkow wazne jest dokladne odcisniecie cukinii. Jesli tego nie zrobimy masa bedzie zbyt rzadka a placuszki beda sie rozpadac podczas smazenia. Gdyby mimo wszystko ciasto bylo zbyt "luzne" proponuje dodac wiecej bulki tartej (a nie maki, jak to jest w przepisie, poniewaz "zabija" ona smak cukinii). Przegladajac przepisy w internecie znalazlam przepis, w ktorym polecano aby z masy formowac kotleciki, lekko smarowac je rozmaconym jajkiem (nie zanurzac w jajku bo moga sie wtedy rozpasc) a nastepnie obsypac bulka tarta i dopiero smazyc. Chetnie wyprobuje taka wersje kolejnym razem bo placuszki naprawde doskonale smakowaly :)



Kolokithokeftedes - placuszki z cukinii po grecku

Skladniki:
3 cukinie
2 jajka
1 szkl. bulki tartej
4 lyzki startego zoltego sera
1/2 duzego peczka ziol mieszanych: koperku, miety, natki pietruszki
sol
pieprz
oliwa do smazenia

Sos:
1/2 duzego peczka ziol: koperku i miety (ja dalam tez posiekana natke)
2 zabki czosnku
400 g jogurtu naturalnego (dalam grecki)

Cukinie umyc i zetrzec ze skorka na tarce o duzych oczkach. Posolic i odstawic na sitku na 15-20 min., az pusci sok.

Zrobic sos: ziola oplukac, osuszyc, drobno posiekac wraz z czosnkiem i wymieszac z jogurtem, posolic do smaku, odstawic.

Odcisnac cukinie, dodac roztrzepane jajka, starty ser i bulke tarta. Dokladnie wymieszac a gdy masa bedzie jednolita, dodac pol peczka poszatkowanych ziol. Doprawic do smaku pieprzem, wymieszac. Gdyby ciasto bylo za rzadkie, mozna dodac odrobine maki (lub bulki tartej).

Na patelni rozgrzac oliwe i nakladac lyzka porcje ciasta. Smazyc z obu stron na zloty kolor. Podawac z sosem.



* zrodlo przepisu: ksiazeczka "Kuchnia grecka" dolaczona do "Poradnika domowego"

czwartek, 4 sierpnia 2011

Powrot. Lawendowo-pomaranczowy crème brûlée.



Wrocilam :)

Na poczatku chce Wam bardzo mocno podziekowac. Za wszystkie slowa wsparcia i za troske. Za Wasze komentarze pod moim ostatnim postem i za maile. Trudno opisac slowami, jak wiele to dla mnie znaczy. Dzieki Wam poczulam, ze nie jestem z problemem sama. Ze mam wokol siebie wielu przyjaznych ludzi, ktorzy w kazdej chwili sluza duchowym wsparciem. Jeszcze raz dziekuje...

Powoli wracamy do normalnego zycia. Najgorsze juz za nami. Teraz potrzebujemy tylko czasu. Bo czas jest najlepszym lekarzem...

Przez ostatni okres niewiele czasu spedzalam w kuchni. Owszem gotowalam i pieklam to i owo ale nie mialam ani czasu ani ochoty, ani tym bardziej mozliwosci aby przygotowywac cos wartego pokazania na blogu. Dopiero niedawno znow zaczelam poszukiwac ciekawych przepisow i wyzywac sie kulinarnie :) Tak oto trafilam na ten przepis. Lawendowo-pomaranczowy creme brulee. Prawdziwa poezja smaku. Zapach podczas jego przygotowania jest naprawde nieziemski. Jesli lubicie lawende, koniecznie musicie wyprobowac przepis. Te osoby, ktore do tej pory nie mialy z lawenda do czynienia rowniez zachecam do przygotowania tego deseru. Krem jest przepyszny i na pewno nie pozalujecie :)

Przy okazji polecam tez pyszny chleb z miodem i lawenda.



Lawendowo-pomaranczowy crème brûlée

Skladniki na 4 porcje:
270 ml mleka
270 ml smietany kremowki
1 laska wanilii
2 lyzeczki suszonej lawendy
kawalek skorki pomaranczowej (najlepiej bio)
60 g cukru
6 zoltek

4 lyzeczki cukru do posypania

Mleko razem ze smietana wlac do garnka. Laske wanilii rozciac wzdluz na pol, za pomoca noza wyskrobac ziarenka, wrzucic do garnka z mlekiem i smietana (zarowno ziarenka jak i laske wanilii). Dodac skorke z pomaranczy (ja starlam ja na tarce), wsypac lawende i wszystko razem zagotowac. Zdjac garnek z kuchenki, wystudzic, przykryc pokrywka i wstawic na noc do lodowki aby wszystko sie "przegryzlo".

Nastepnego dnia przecedzic mleczno-smietanowa mieszanke przez sitko. Piekarnik rozgrzac do temp. 150°C. Zoltka wymieszac w misce z cukrem. Mleczna mieszanke ponownie zagotowac, wlac do masy jajecznej, wymieszac. Wlewac mase do kokilek (przez sitko). Ustawic kokilki na glebokiej blasze, wlac tyle wrzacej wody aby siegala do 2/3 wysokosci foremek. Wstawic do piekarnika.

Zapiekac krem przez ok. 40 min. Nastepnie wyjac, ostudzic*. Kazda porcje kremu posypac lyzeczka cukru i skarmelizowac pod grillem w piekarniku lub za pomoca specjalnego palnika.

* ja wstawilam wystudzony krem na noc do lodowki. Wyjelam go na 15 min. przed podaniem aby sie lekko ocieplil, posypalam cukrem i skarmelizowalam.



Na koniec chcialam jeszcze podziekowac Kasi za nominacje One Lovely Blog Award. Milo mi, ze o mnie pamietalas :))



*zrodlo przepisu: Lisa 7 (2011)