czwartek, 30 września 2010

Makaron penne z sosem z dyni.



Wsrod moich dyniowych inspiracji nie moglo oczywiscie zabraknac przepisu na danie z makaronem :) Nie jest to moze zbyt wyszukane danie ale nalezy do grona tych latwych i przyjemnych, zajadanych pozniej ze smakiem. Do jego wykonania nie potrzebujemy zbyt duzo skladnikow. Wystarczy dynia, smietana, parmezan, makaron i mozemy wyczarowac smakowity obiad. Sos rewelacyjnie oblepia makaron, jest pyszny, kremowy i bardzo delikatny. Do przygotowania sosu uzylam dyni pizmowej ale mozecie uzyc jakiejkolwiek innej, ktora lubicie (przepis nie podawal jaki rodzaj dyni nalezy konkretnie uzyc). Polecam :)



Makaron penne z sosem z dyni

Skladniki na 4 porcje:
50 g masla
120 g cebuli (lub szalotek), bardzo drobno posiekanej
sol
swiezo mielony pieprz
800 g dyni (uzylam dyni pizmowej - Butternut)
szczypta swiezo startej galki muszkatolowej
350 g makaronu penne
200 g smietany kremowki
4 lyzki swiezo startego parmezanu (plus do posypania makaronu przed podaniem)
2 lyzki posiekanej swiezej natki pietruszki

Maslo stopic na patelni, wrzucic cebule, oproszyc ja sola, przykryc patelnie pokrywka i dusic, ciagle mieszajac, przez 20 min.

Dynie obrac, usunac pestki, pokroic w bardzo mala kostke. Dodac dynie do podsmazonej cebuli, oproszyc galka muszkatolowa. Przykryc pokrywka i dusic na malym ogniu przez 45 min., od czasu do czasu mieszajac (wg mnie to troche zbyt dlugo, dynia byla miekka juz o wiele wczesniej).

W miedzyczasie zagotowac w garnku wode z sola. Wrzucic makaron i gotowac 8-10 min. (al dente). Osaczyc na sicie, zachowujac 150 ml wody z gotowania makaronu.

Na patelnie z dynia wlac smietane, dodac parmezan i posiekana natke pietruszki. Wymieszac, przyprawic do smaku sola i pieprzem. Jesli sos jest zbyt gesty (u mnie byl) nalezy dodac wode z gotowania makaronu (te 150 ml, ktore odlalismy wczesniej).

Wlozyc makaron na patelnie, dokladnie wymieszac aby caly dokladnie pokryl sie sosem. Wylozyc na talerze. Przed podaniem posypac dodatkowo parmezanem.



* zrodlo przepisu: ksiazka "Kürbis & Co."

poniedziałek, 27 września 2010

Brownies z malinami i biala czekolada.



Postanowilam, ze pozwole sobie i Wam odetchnac od dyniowych przepisow chociaz jeszcze kilka mam w zanadrzu (wiem, mialy byc trzy, jednak nic na to nie poradze, ze w najnowszej kupionej przeze mnie gazecie znalazlam jeszcze kilka ciekawych i godnych wyprobowania:)) W weekend mialam gosci, wiec nadarzyla sie okazja do przygotowania czegos pysznego i kalorycznego. Wybor padl na brownies. Nie jestem wielbicielka gorzkiej czekolady, zawsze wybieram te mleczna, jednak od brownie jestem po prostu uzalezniona :) Troche to dziwne, ale przestalam sie juz zastanawiac dlaczego tak jest i z przyjemnoscia siegam po kolejny kawalek tego pysznego ciasta. Rozplywajaca sie w ustach gorzka czekolada z zatopionymi w niej chrupiacymi kawalkami bialej czekolady i aromatycznymi malinami to prawdziwa rozkosz dla podniebienia... Sprobujcie sie oprzec...ja nie potrafie :))

Przepis na to pyszne brownie znalazlam na blogu Eweny. Inne wyprobowane przeze mnie przepis na brownie mozecie znalezc rowniez tu (klik) i tu (klik).



Brownies z malinami i biala czekolada

Skladniki:
150 g masla, w kawalkach
200 g ciemnej czekolady, w kawalkach
220 g drobnego cukru
2 lyzeczki ekstraktu z wanili
3 jajka
75 g maki
75 g maki ze srodkiem spulchniającym (nie mialam wiec do zwyklej maki dodalam niecala lyzeczke proszku do pieczenia i szczypte soli)
100 g bialej czekolady, pokrojonej na kawalki
150 g malin (mrozonych lub swiezych)

Nagrzac piekarnik do 180°C. Natluscic kwadratowa foremke o bokach 19 cm (u mnie 20 cm) a nastepnie wylozyc ja papierem do pieczenia.

Maslo i ciemna czekolade rozpuscic w kapieli wodnej. Wymieszac z cukrem i ekstraktem wanilii, dodac roztrzepane jajka, obie maki, biala czekolade i maliny, wymieszac.

Mase wylozyc do przygotowanej foremki. Piec ok. 35 min. Wystudzic w foremce, wyjac ciasto i pokroic na kwadraty.

piątek, 24 września 2010

Chili con...dynia :)



Chili con dynia...pod taka nazwa wlasnie znalazlam w jednej z ksiazek przepis na faszerowane dynie :) W oryginalnym przepisie dynie byly tylko wypelnione miesem z warzywami i sluzyly jako "naczynie" do jego podania. Ja wykorzystalam male dynie, ktore mozna zapiekac. Mysle, ze obydwie wersje sa godne polecenia a danie jest naprawde pyszne i prezentuje sie niezwykle uroczo :)

Do przygotowania tej potrawy uzylam naprawde malutkich dyn wygladajacych calkiem jak dynie ozdobne. Pisalam wczesniej, ze nie pamietam ich nazwy (pamietalam tylko, ze mozna je zapiekac - te informacje znalazlam na kartce przyczepionej do stolu, na ktorym lezaly dynie). Poszperalam jednak troche w internecie i znalazlam pare informacji. Te dynie to odmiana Jack Be Little. Sa dosyc male, o wadze 150-300 g, pieknie pomaranczowe, o kasztanowym posmaku. Mozna je zapiekac, smazyc na glebokim oleju lub uzywac do wypiekow. Przechowujemy je 4-8 miesiecy. Jesli nie uda Wam sie kupic takich dyn to w zastepstwie mozecie uzyc malych dyn Hokkaido. Polecam :)



Chili con dynia

Skladniki na 4 porcje:
4 male dynie (np. Hokkaido, Jack Be Little)
2 cebule
3 zabki czosnku
1 czerwona i zielona papryka
2 czerwone papryczki chili*
2 lyzki oliwy
500 g mielonej wolowiny
sol
swiezo mielony pieprz
2 lyzki koncentratu pomidorowego
1 l bulionu wolowego
1 lyzka chili w proszku

Z kazdej dyni obciac gore, tzw. "czapeczke". Za pomoca lyzki usunac pestki i wyskrobac miazsz** zostawiajac 1 cm brzeg. Dynie oplukac, osuszyc i odstawic na bok.

Miazsz z dyni pokroic w nieduza kostke. Cebule i czosnek obrac, drobno posiekac. Papryki i papryczki chili przeciac wzdluz na pol, usunac pestki i oplukac. Papryke pokroic w nieduza kostke, chili dobrze posiekac.

Na duzej patelni rozgrzac oliwe, zeszklic cebule i czosnek. Dodac mielone mieso, podsmazyc na chrupiaco. Przyprawic do smaku sola i pieprzem. Dodac koncentrat pomidorowy, kawalki dyni, papryke, posiekane chili i krotko razem podsmazyc. Wlac bulion.

Przyprawic wszystko sproszkowanym chili, przykryc patelnie pokrywka i dusic na malym ogniu przez ok. 15-20 min. Nastepnie przyprawic ponownie sola i pieprzem. Gotowym farszem napelnic dynie, przykryc odcietymi "czapeczkami".

Piekarnik rozgrzac do temp. 200°C. Ulozyc dynie na blasze wylozonej papierem do pieczenia i wstawic do piekarnika. Zapiekac przez 20 min. az dynie beda miekkie.



* dodalam tylko troche chili w proszku i to byl blad, bo nadzienie trzeba naprawde dobrze przyprawic, inaczej cale danie bedzie mdle w smaku (my dodalismy juz pozniej podczas konsumpcji kilka kropli sosu Tabasco:))

**moje dynie byly naprawde malutkie, miescily sie w dloni, dlatego po wyjeciu pestek miazszu juz nie wyjmowalam. Zamiast tego dodalam miazsz z dyni maslowej pokrojony w kostke.

*** zrodlo przepisu: ksiazka "Kürbis, Kraut & Co."

wtorek, 21 września 2010

Po raz pierwszy. Ravioli z dyniowym farszem.



Na ravioli mialam juz ochote od dawna. Przepis na rozowe ravioli, ktore znalazlam jakis czas temu na blogu Kuby i ktory oczywiscie wyprobowalam nie doczekal sie zdjec i prezentacji. Ravioli wyszly mi ogromne wiec postanowilam zrobic je ponownie tym razem kupujac sobie male "urzedzenie" do ich przygotowania (widoczne na zdjeciu powyzej :)) To taka fajna foremka na nozkach (klik) w komplecie z malym waleczkiem :) Korzystanie z niej wymaga jednak troche wprawy o czym sie przekonalam nakladajac w zaglebienia zbyt duzo nadzienia :) Drugie podejscie bylo juz calkiem udane i ravioli wyszly moze nie idealne ale na pewno zadowalajace. Zarowno w swoim ksztalcie, jak i smaku. Koniecznie musicie sprobowac tym pysznych pierozkow (z powodzeniem mozna je wykrawac za pomoca radelka). Smakuja naprawde wysmienicie polane szalwiowym maslem. Polecam :)

Ravioli z dynia to pierwszy z trzech "dyniowych przepisow", jakie chce Wam zaprezentowac :) Przepis na ciasto zaczerpnelam od Kuby, na pieczona dynie od Bei a na maselko szalwiowe od Misi .



Ravioli z dyniowym farszem

Skladniki:
Ciasto:
300 g maki
2 jaja
1 zoltko
ciepla woda
lyzka octu
szczypta soli

Farsz:
nieduza dynia (np. Hokkaido)
2 lyzki sera ricotta
2 lyzki startego parmezanu
sol
pieprz
galka muszkatolowa

Maslo szalwiowe:
3 lyzki masla
6 listkow swiezej szalwii

Z podanych składnikow zagniesc ciasto i odstawic na co najmniej 1 godz. Po uplywie tego czasu powinno nabrac elastycznosci.

Dynie przekroic na pol, wydrazyc, opcjonalnie obrac ze skorki (choc dynie Hokkaido np. mozna jesc ze skorka), pokroic na ok. 2 cm plastry a nastepnie ulozyc na naoliwionej (lub wylozonej papierem) blasze. W wersji podstawowej - kazdy plaster posmarowac dobra oliwa z oliwek i posypac odrobina soli (tak zrobilam ja). Tak przygotowana dynie piec w temp. 200ºC do miekkosci, az lekko się przyrumieni (ok. 20 minut). Nastepnie zmiksowac dynie na puree (ma powstac 250 g puree z dyni). Dyniowe puree wymieszac z serem ricotta i parmezanem, doprawic do smaku sola, pieprzem i galka muszkatolowa.

Dwie porcje ciasta rozwalkowac na cienkie placki, tak jak na pierogi. Farsz rozkladac lyzeczka w rownych odstepach na jednym placku a nastepnie przykryc drugim. Zlepic pierozki i oddzielic poszczegolne porcje radelkiem tak aby powstały ladne kwadraty. Wrzucac porcjami na osolony wrzatek i gotowac 6-8 min.

Stopic maslo na patelni, dodac listki szalwii. Podsmazyc je przez chwile aby szalwia oddala mu swoj aromat. Tak przygotowanym maslem polac gotowe ravioli.

niedziela, 19 września 2010

Maly Mezczyzna i "Dyniowy Festyn".



Dwa tygodnie temu bylismy z Malym na "Dyniowym Festynie" (tzw. Kürbisfest) organizowanym przez jedno z okolicznych gospodarstw - Gertrudenhof (klik). Takie festyny sa tutaj dosc popularne a ludzie chetnie biora w nich udzial (w innym gospodarstwie organizowany jest np. "Truskawkowy Festyn" (tzw. Erdbeerfest) czy np. Apfelfest ("Festyn Jablkowy", na ktory wybieramy sie juz za tydzien:)

Gospodarstwo, lub jak kto woli farma, lezy calkiem niedaleko, bo tylko ok. 10 km od mojego miasta. Jezdzimy tam czesto, nawet bez okazji aby spedzic milo sobotnie lub niedzielne popoludnie.



Najwieksza atrakcja dla Malego jest "mini zoo" ze zwierzetami, ktore moze do woli karmic a nawet glaskac (obok koz i owiec sa tam krowy, swinie, kucyki, alpaki, osly, a nawet jeden 8-letni yak, ktorego adoptowano z cyrku; w oddzielnym pomieszczeniu znajduja sie natomiast kury wszelkiego gatunku i kroliki).















Wystarczy tylko kupic specjalna karme - cos w rodzaju sprasowanego siana, pocietego na male kawaleczki (dla kur jest oczywiscie ziarno) i juz mozna malymi lapkami karmic wyczekujace zwierzeta :)



Oprocz mini zoo jest rowniez bardzo duzy plac zabaw dla dzieci z roznymi atrakcjami (oprocz typowych "bujaczek", slizgawek i piaskownicy jest tam rowniez karuzela). Jesli ktos zglodnieje moze sie posilic kupujac np. kielbaske z grilla :) A na deser gofry na patyku (!) i pyszne lody (probowalam, sa naprawde doskonale:))



Gospodarstwo oferuje rowniez wiele sezonowych warzyw i owocow: miedzy innymi mlode ziemniaki, dynie, kalafior, brokuly, pomidory, rabarbar, truskawki, sliwki, jablka, morele, brzoskwinie itp. jak rowniez miody, nalewki, wina (dyniowe (!) wino musujace, ktore kupilismy smakowalo rewelacyjnie), konfitury, dzemy, przetwory, mleko i sery a takze kwiaty (np. roze czy sloneczniki). Jednym slowem raj dla kogos takiego, jak ja :)







Wracajac do festynu... Trwal dwa dni pelen byl roznego rodzaju atrakcji. Dzieciom oferowano m.in. zwiedzanie gospodarstwa czy malowanie "buziek" :) Mozna rowniez bylo sprobowac zupy dyniowej i plackow z dyni (byly naprawde przepyszne), posluchac na zywo muzyki czy, co najwazniejsze, zaopatrzyc sie w dynie :)



Wybor dyni byl naprawde przeogromny co mozecie zobaczyc na ponizszych zdjeciach i ciezko mi bylo zdecydowac sie na jakas konkretna odmiane. Kupilam oczywiscie dynie Hokkaido, maslowa (Butternut) i male dynki do faszerowania i zapiekania, ktorych nazwy niestety nie pamietam :) Oprocz tego dwie torby jablek i dyniowe wino musujace (Kürbis Secco), o ktorym wspomnialam juz wyzej.














Obladowana i uradowana udanymi zakupami wrocilam do domu :)) A co przygotowalam pysznego z zakupionych dyni? O tym bedzie w nastepnym poscie :))

czwartek, 16 września 2010

Jamie Oliver. Chleb pieczony w puszkach.



Dzis kolejny przepis Jamiego Olivera, tym razem na chlebki pieczone w puszkach. Z pomidorkami, czosnkiem i bazylia. Niesamowicie aromatyczne, bardzo podobne w smaku do foccacci z przepisu Jamiego, ktora juz pokazywalam na blogu (klik). Pysznie smakuja i uroczo wygladaja. Po wyjeciu z puszek przypominaja swoim ksztaltem grzyby :) Za rada Jamiego dodalam do ciasta chlebowego 1 kulke mozzarelli pokrojonej w mala kostke, przez co chlebek byl bardziej "soczysty" :) Zamiast swiezych pomidorow mozna dodac do ciasta rowniez pomidory suszone na sloncu. Jamie pisze, ze kromki tego chleba smakuja znakomicie przypieczone, oblozone serem mozzarella i bazylia. Mi najbardziej smakowaly bez dodatkow lub posmarowane samym maslem. Polecam :)

Pieklam chlebki z polowy porcji, ciasta starczylo mi na 3 puszki. Przepis pochodzi z ksiazki Jamiego Olivera "Jamie's Kitchen".



Chleb pieczony w puszkach (z pomidorkami koktajlowymi i czosnkiem)

Skladniki na 6-8 chlebkow w puszkach:
Ciasto chlebowe:
1 kg maki pszennej
625 ml letniej wody
30 g swiezych drozdzy lub 3 saszetki (po 7 g) drozdzy suszonych instant
2 lyzki cukru
2 plaskie lyzki soli morskiej

Ponadto:
1 kg pomidorkow koktajlowych (na galazkach)
1 glowka czosnku, przekrojona wzdluz na polowe
1 garsc swiezej bazylii (oberwanych listkow)
sol morska
swiezo mielony czarny pieprz
1-2 suszone papryczki chili (opcjonalnie)
dobrej jakosci oliwa

6-8 puszek po pomidorach lub innych warzywach konserwowych, umytych i wylozonych papierem pergaminowym lub dobrze wysmarowanych w srodku oliwa

Piekarnik nagrzac do temp. 150°C. Pomidorki koktajlowe ponakluwac czubkiem noza i razem z przepolowiona glowka czosnku wlozyc do odpowiedniej wielkosci naczynia zaroodpornego. Posypac listkami bazylii, sola, pieprzem i pokruszona papryczka chili. Na koniec skropic oliwa (2-3 sikniecia). Wstawic naczynie do piekarnika, piec przez 1 godz., wystudzic.

Upieczony czosnek wycisnac z powrotem do naczynia (lupinki wyrzucic). Wybrac 6-8 najladniejszych pomidorkow bedacych jeszcze na galazkach, odlozyc na bok do dekoracji. Z pozostalych pomidorkow zdjac skorke, oderwac galazki i razem z czosnkiem rozmiazdzyc w tym samym naczyniu, w ktorym sie piekly (jednoczesnie zdrapujac pozostalosci z dna naczynia).
Mieszanke pomidorowo-czosnkowa przelac do miarki i dopelnic do 300 ml woda.

Przygotowac ciasto chlebowe. Wysypac make na stolnice lub czysty blat i zrobic w niej wglebienie. Do zaglebienia wlac polowe wody, dodac drozdze, cukier, sol i wymieszac widelcem. Powoli lecz zdecydowanie mieszac make z wnetrza kopczyka z reszta skladnikow (starac sie nie naruszac scian kopczyka), poniewaz wowczas woda rozleje sie po blacie. Kiedy masa w zaglebieniu bedzie miala konsystencje smietany, wlac mieszanke pomidorowo-czosnkowa wymieszana z woda (zamiast pozostalej wody). Zagniesc ciasto, ewentualnie podsypujac lekko dodatkowa maka, tak by powstalo elastyczne i lsniace ciasto, ktore sie nie klei. Odstawic na 30 min. do wyrosniecia.

Ciasto dzielimy na czesci (jesli chcemy, mozemy upiec rowniez caly bochenek lub kilka mniejszych, atrakcyjniej jednak wygladaja te chlebki pieczone w puszkach), przelozyc je do przygotowanych puszek, na wierzchu ulozyc pomidorka koktajlowego na galazce wciskajac go lekko w ciasto. Odstawic na 15 min. aby chlebki podrosly (powinny podwoic swoja objetosc).

Piekarnik nagrzac do temp. 180°C. Piec chlebki ok. 20 min az beda zlotobrazowe i chrupiace (jesli pieczemy jeden duzy bochenek, musimy go piec 10-15 min. dluzej).

niedziela, 12 września 2010

Na jesien. Crumble ze sliwkami, cynamonem i orzeszkami piniowymi.



Deutsche Version

Jesien. Chlodne poranki, mgly nad polami i spadajace liscie. Babie lato i kasztany. I deszcz. Tak, jak dzis... Nie ma nic lepszego w taki chlodny, jesienny i deszczowy dzien niz pyszny, cieply deser :) To crumble robie juz od kilku lat. Zawsze na jesieni, kiedy tylko pojawia sie sliwki wegierki. Jest przepyszne! Lekko kwaskowe sliwki ukryte pod slodka cynamonowa kruszonka. Do tego chrupiace orzeszki piniowe. Fantastyczny zapach, jaki wydobywa sie z piekarnika podczas pieczenia nie pozostawi nikogo obojetnym. Zapewniam Was, ze jesli tylko raz sprobujecie bedziecie czesto do niego wracac. Oczywiscie jak kazde crumble najlepsze na cieplo i z dodatkiem lodow waniliowych :) Polecam!



Crumble ze sliwkami, cynamonem i orzeszkami piniowymi

Skladniki na 4 porcje (na jedna duza forme lub 4 male foremki):
500 g sliwek (najlepiej wegierek)
2 lyzeczki cynamonu
100 g cukru
100 g masla
125 g maki
50 g orzeszkow piniowych
maslo do wysmarowania formy

Sliwki umyc, osuszyc, przepolowic, usunac pestki i pokroic na cwiartki. Ulozyc je ciasno w wysmarowanej maslem formie (lub malych foremkach), posypac 1,5 lyzeczki cynamonu i 2 lyzkami cukru.

Przygotowac kruszonke: zagniesc make z maslem, pozostalym cukrem i pozostalym cynamonem, wyrobic miedzy palcami kruszonke* Wylozyc kruszonke na sliwki, calosc posypac orzeszkami piniowymi.

Rozgrzac piekarnik do temp. 200°C. Wstawic crumble, piec przez ok. 30 min. Podawac najlepiej na cieplo z dodatkiem bitej smietany lub lodow waniliowych.



* ciasto bedzie sie lepic, wiec mozna schlodzic je przez 15-20 min. w lodowce - ja jednak nigdy tego nie robie, nie mam cierpliwosci czekac na crumble dluzej niz powinnam :))
** przepis pochodzi z niemieckiej gazety Bild der Frau "Ofen-Hits"

czwartek, 9 września 2010

Lubie... Lasagne (lazania) z mielonym miesem i szpinakiem.



Deutsche Version

Wreszcie i mnie udalo sie dolaczyc do blogowej zabawy w "Lubie..." :) Do zabawy zaprosila mnie Kasia, thiessa, Piegowata, Amber, Ivon, Basia i milk_chocolate. Dziekuje za zaproszenie :)

A oto 10 rzeczy, ktore lubie:
*lubie dobre ksiazki (nie tylko te kulinarne), dobra muzyke i filmy "z dusza"
*lubie zapach powietrza po burzy, swiezo skoszonej trawy, jesiennych porankow, bzu i zapach moich dwoch Mezczyzn :)
*lubie sie uczyc; jestem typem czlowieka, ktoremu uczenie sie sprawia ogromna frajde
*lubie podrozowac i poznawac nowe miejsca (niezaleznie od tego czy jest to jakies bardzo duze i znane miasto, z duza iloscia zabytkow czy malutkie miasteczko z nieduzym kosciolkiem lezace nieopodal), zwiedzac muzea, koscioly i zamki
*lubie absurdalny i angielski humor (nic mnie bardziej nie rozbawi jak "Latajacy cyrk Monty Pythona" :)
*lubie ludzi z pasja; takich, ktorzy nie boja sie realizowac swoich marzen i od ktorych moge sie czegos nauczyc (oni sprawiaja, ze wszystko wydaje mi sie mozliwe)
*lubie sie smiac, wyglupiac i zartowac, szczegolnie z moim Malym Mezczyzna :)
*lubie orzechy i kawe w kazdej postaci; kazda wizyta we wloskiej lodziarni konczy sie olbrzymim pucharkiem orzechowych lodow i filizanka cappuccino
*lubie kontrasty smakowe: slodkie-slone, kwasne-slodkie; nie ma to jak lody zagryzane chipsami :)
*lubie moj dom i miasteczko, w ktorym mieszkam (okoliczne lasy i pola sprawiaja, ze czuje sie tu zupelnie jak na wsi :))

To tyle o mnie :) Powinnam teraz wytypowac kolejne 10 blogow ale wybaczcie, ze tego nie zrobie (mam wrazenie, ze juz wszyscy wzieli udzial w tej zabawie i za bardzo nie wiem, kogo mialabym jeszcze zaprosic).



A teraz pare slow o jedzeniu :)

Kocham makaron i przynajmniej raz w tygodniu pojawia sie on w mojej kuchni. Jakis czas temu zrobilam te wlasnie lazanie. Niby nic wielkiego a jednak nas zachwycila :) To jedna z najpyszniejszych lazanii, jakie kiedykolwiek robilam i jadlam. Sosu jest tak duzo, ze swietnie pokrywa wszystkie makaronowe platy (zawsze mialam problem z niedopieczonymi lub suchymi platami makaronowego ciasta) i sprawia jednoczesnie, ze cala potrawa staje sie bardzo kremowa i delikatna w smaku. Zachwytom i pomrukom zadowolenia podczas jedzenia nie bylo konca :) Polecam!



Lasagne z mielonym miesem i szpinakiem

Skladniki na 6 porcji:
600 g mielonego miesa (wolowo-wieprzowego)
450 g mrozonego szpinaku
500 g przecieru pomidorowego (dalam pomidorowa passate)
2 cebule
1 zabek czosnku
2 lyzki koncentratu pomidorowego
1,5 lyzki oliwy z oliwek
1 lyzeczka suszonej mieszanki ziol wloskich
sol
pieprz
cukier


Sos beszamelowy:
3 lyzki masla
3 lyzki maki
1/2 l mleka
1 lyzeczka bulionu warzywnego w proszku


Ponadto:
15-18 platow lazanii
100 g startego sera gouda

Cebule i czosnek obrac, drobno posiekac. W rondlu rozgrzac 1/2 lyzki oliwy, zeszklic polowe posiekanej cebuli. Dodac zamrozony szpinak, wlac 100 ml wody, przykryc rondel pokrywka i zostawic szpinak na srednim ogniu przez 14-16 min. aby sie rozmrozil. Nastepnie zdjac pokrywke i gotowac 5-6 min. az odparuje cala woda. Przyprawic do smaku sola i pieprzem.

Na glebokiej patelni rozgrzac 1 lyzke oliwy, podsmazyc mielone mieso. Dodac posiekany czosnek i reszte cebuli. Nastepnie dodac koncentrat pomidorowy, krotko zasmazyc. Wlac przecier pomidorowy, wsypac ziola, zagotowac i gotowac pod przykryciem przez 5 min. Przyprawic do smaku sola, pieprzem i 1 lyzeczka cukru.

Przygotowac sos beszamelowy: maslo stopic w rondelku, oproszyc maka, krotko zasmazyc (uwazac aby maka sie nie zrumienila). Wlac, ciagle mieszajac, 250 ml wody i mleko. Wsypac bulion w proszku, zagotowac i, ciagle mieszajac, gotowac przez 5 min. Przyprawic do smaku sola i pieprzem.

Piekarnik rozgrzac do temp. 200°C. Na dno prostokatnej formy (o wymiarach 20x30 cm) wlac troche sosu beszamelowego, ulozyc na nim 3-3,5 platow lazanii. Nastepnie klasc warstwami: szpinak, sos, platy lazanii, potem mielone mieso, sos i znow platy lazanii. Ukladac warstwy do wyczerpania skladnikow. Ostatnia warstwa powinny byc platy lazanii, ktore pokrywamy z wierzchu sosem. Calosc posypac startym serem gouda.

Wstawic lazanie do piekarnika i piec przez 40-45 min.



*przepis pochodzi z niemieckiej gazety "Lecker".

poniedziałek, 6 września 2010

Jamie Oliver. Pieczony kurczak z cytryna i rozmarynem oraz pieczonymi ziemniakami.



Cierpie ostatnio na chroniczny brak czasu :) Mam wrazenie, ze doba jakby sie skurczyla a mnie zaczyna brakowac czasu nie tylko na rzeczy, ktore musze zrobic ale rowniez na male przyjemnosci i moje hobby (dlatego tak malo bywam ostatnio w kulinarnej blogosferze). Niby nic sie nie zmienilo, doszedl mi tylko kurs jezyka wloskiego (kolejny etap - nie ma to jak poltorej godziny spedzonej z rodowitym Wlochem w roli nauczyciela, ktoremu usta sie nie zamykaja :)) i spotkania z innymi dziecmi w multikulturalnej grupie (to dla Malego) a juz czuje, ze dni mam wypelnione po brzegi. Powinnam chyba zaplanowac sobie dokladnie kazdy tydzien bo inaczej przepadne w wirze rzeczy niezrobionych, tych na teraz i tych odlozonych na pozniej :)

Wszyscy znaja moje uwielbienie dla Jamiego Olivera :)) Nie ukrywam sie z tym uczuciem, jak rowniez nie ukrywam tego, ze Jamie czesto gosci w mojej kuchni :)) Kurczak pieczony z cytryna i rozmarynem w jego wykonaniu to wspaniale danie obiadowe, ktore zaserwowalam w miniona niedziele. Jest pyszny, mieciutki, soczysty (jak on to robi?). Cytryna sprawia, ze mieso smakuje rewelacyjnie a kurczak troche szybciej sie piecze. Pieczony czosnek robi sie pysznie slodki a rozsmarowany na spieczonej skorce kurczaka smakuje naprawde rewelacyjnie. Przepis pochodzi z ksiazki Jamiego "Moje obiady".

I jeszcze jedno: zostalam ostatnio zaproszona przez kilka osob do blogowej zabawy w "lubie...". Dziekuje Wam za zaproszenie, jak tylko znajde chwilke napisze pare zdan :)



Pieczony kurczak z cytryna i rozmarynem oraz pieczonymi ziemniakami

Skladniki na 4 porcje:
2 kg kurczak
sol morska
swiezo zmielony czarny pieprz
2 kg ziemniakow, obranych
1 duza cytryna, najlepiej niewoskowana
1 cala glowka czosnku, podzielona na zabki
garsc swiezego tymianku
oliwa
garsc swiezego rozmarynu
dowolnie: 8 plastrow wedzonego boczku

Natrzyj kurczaka od srodka i od zewnatrz duza iloscia soli i swiezo zmielonym pieprzem - jesli to mozliwe, zrob to rano. Nastepnie przykryj go, wstaw do lodowki i trzymaj do momentu rozpoczecia szykowania obiadu (ja natarlam kurczaka wieczorem, owinelam folia i zostawilam na noc w lodowce). Dzieki temu mieso bedzie po upieczeniu naprawde przepyszne. Rozgrzej piekarnik do temp. 190°C.

Zagotuj duzy garnek osolonej wody. Pokroj ziemniaki na kawalki wielkosci pileczki golfowej, wloz do wody z cala cytryna i zabkami czosnku i gotuj przez 12 min. Odcedz i odparuj przez 1 min. (dzieki temu ziemniaki beda bardziej chrupiace), nastepnie wyjmij cytryne i czosnek. Podrzucaj gorace ziemniaki w garnku - to tez sprawi, ze po upieczeniu beda chrupkie.

Jeszcze goraca cytryne nakluj ok. 10 razy. Wyjmij z lodowki kurczaka, poloz na papierze do pieczenia i calego natrzyj oliwa. Nafaszeruj go zabkami czosnku, cytryna w calosci i tymiankiem, umiesc na blasze i piecz w nagrzanym piekarniku przez 45 min. Przenies kurczaka na polmisek. W wytopionym tluszczu, ktory zostal na blasze, obtocz ziemniaki z listkami rozmarynu. Potrzasnij nia, potem zrob wolne miejsce na srodku blachy i ponownie poloz kurczaka. Jesli chcesz uzyc bekonu (ja uzylam), obloz nim piers kurczaka i piecz kolejne 45 min. albo do chwili, kiedy mieso bedzie miekkie, a ziemniaki sie zrumienia. Kurczak jest gotowy, jesli mieso z latwoscia odchodzi od kosci, a sos, ktory pusci jest klarowny.

Zazwyczaj zdejmuje (czyli Jamie) bekon z kurczaka, kroje drobno i posypuje nim ziemniaki. Nastepnie usuwam tymianek, cytryne i czosnek ze srodka, wyciskam czosnkowa paste z lupinki i rozsmarowuje po calym kurczaku. Niebo w gebie! :)

środa, 1 września 2010

Do trzech razy sztuka. Chleb z miodem i lawenda.



Po lipcowym powrocie z Polski czekala na mnie w domu mila niespodzianka: byly to dwie ksiazki o chlebie autorstwa Richarda Bertineta. Juz od dluzszego czasu przymierzalam sie do ich kupna, wiec kiedy zobaczylam je lezace w pokoju na kredensie, ucieszylam sie jak dziecko :) Przegladajac je od razu doszlam do wniosku, ze mam ochote upiec wszystkie chleby i bulki, ktore autor prezentuje. Nie wiedzialam jeszcze wtedy co mnie czeka. A czekala mnie prawdziwa droga przez meke :))
Na pierwszy ogien poszedl chleb z miodem i lawenda. Bylam bardzo ciekawa jego smaku. Bertinet pisze, ze jesli ktos nie przepada za lawenda, powinien po prostu odpuscic sobie pieczenie. Ja nie bardzo wiedzialam, po ktorej stronie mam sie opowiedziec: zwolennikow czy przeciwnikow lawendy, wiec postanowilam go upiec zmniejszajac jednak tak na wszelki wypadek jej ilosc (dalam niepelna lyzeczke suszonej). Chlebek ladnie wyrastal, wszystko przebiegalo bez komplikacji. Do momentu, kiedy musialam przelozyc bochenek na rozgrzana blache... Moj pieknie wyrosniety chleb opadl i poniosl sie tylko minimalnie podczas pieczenia. No coz, pomyslalam, moze zbyt dlugo wyrastal...bywa i tak. Chleb na tyle mi jednak posmakowal (doskonale smakuje z bialym serem i miodem lub w postaci grzanek), ze postanowilam upiec go jeszcze raz. Niestety za drugim razem bylo jeszcze gorzej. Z przerazeniem obserwowalam, jak z wyrosnietego chleba schodzi powietrze. To wygladalo doslownie tak, jakby ktos przeklul balonik.... Na nic sie zdalo skracanie czasu wyrastania i delikatne obchodzenie z chlebem. Doslownie padl plackiem :) Juz mialam sobie odpuscic, kiedy zobaczylam u Liski a pozniej u Kass chleby, ktore wyrastaly w garnku zeliwnym a pozniej byly w nim pieczone (bez uprzedniego rozgrzewania garnka). Pomyslalam, ze to jest ostatnia szansa dla tego chleba. Zagniotlam ciasto chlebowe, odstawilam je do pierwszego wyrastania, pozniej wrzucilam je do garnka wylozonego papierem do pieczenia i odstawilam do kolejnego wyrosniecia. Z dusza na ramieniu wstawilam garnek do piekarnika. Po pol godzinie zdjelam pokrywke i odetchnelam z ulga. Ufff...wreszcie sie udalo. Mimo tego, ze chleb nie do konca spelnia moje oczekiwania co do wygladu (nie popekal podczas pieczenia i nie wyrosl zbyt mocno, jest taki bardziej "rowny") to wyglada moim zdaniem na tyle dobrze, ze moge go Wam pokazac :) Oczywiscie zachecam Was tez do pieczenia. Moze bedziecie mieli wiecej szczescia niz ja :) Chlebek pieknie pachnie miodem i delikatnie lawenda, ma duza ilosc malych dziurek, mieciutki miazsz i lekko chrupiaca skorke. No i oczywiscie warto go upiec chociazby dlatego, aby sprawdzic jak smakuje :)

Na koniec chcialam jeszcze podziekowac Kass za pomoc i cenne uwagi :)



Przepis pochodzi z ksiazki Richarda Bertineta "Brot für Genießer".

Chleb z miodem i lawenda


Skladniki na 1 maly bochenek:
300 g maki pszennej pelnoziarnistej
200 g maki pszennej (dalam typ 550)
10 g swiezych drozdzy (dalam 5 g suszonych)
10 g soli
350 g wody
1 czubata lyzeczka kwiatow lawendy (swiezych lub suszonych)
30 g dobrego jakosciowo plynnego miodu (lub miodu lawendowego)
maka do posypania

Obie maki wymieszac, wkruszyc drozdze, dodac miod, lawende, sol i wode. Zagniesc gladkie i elastyczne ciasto (za pomoca miksera lub "metoda Bertineta"). Uformowac kule, wlozyc do lekko omaczonej miski, przykryc sciereczka i odstawic na 45 min. do wyrosniecia.

Wyjac ciasto z miski, lekko odgazowac, ponownie uformowac kule i wlozyc ja do miski. Odstawic na kolejne 45 min. do wyrosniecia.

Wyrosniete ciasto wyjac na blat, rozplaszczyc lekko naciskajac, uformowac kwadratowy bochenek zakladajac rogi ciasta do srodka (tak, jak robi sie koperte). Ulozyc ciasto zalozonymi rogami do dolu, na wysypanej maka sciereczce, posypac bochenek z wierzchu maka. Przykryc druga sciereczka i odstawic do wyrastania na 1-1,5 godz. az bochenek prawie podwoi swoja objetosc.

Wyrosniety bochenek przelozyc na lopate i wsunac do piekarnika (na rozgrzana blache lub kamien) rozgrzanego do temp. 250°C. Przed wlozeniem do piekarnika naciac bochenek na krzyz. Boki i drzwiczki piekarnika spryskac woda.

Wstawic chleb, przykrecic temp. do 220°C i piec 10 min. Nastepnie zredukowac temp. do 200°C i piec kolejne 20-30 min.

Upieczony chleb popukany od spodu wydaje gluchy odglos. Studzic na kratce.

Jezeli uzywamy garnka zeliwnego: zamiast kwadratowego bochenka formujemy kule i wkladamy do zeliwnego garnka wylozonego papierem do pieczenia. Przykrywamy i odstawiamy do wyrastania (moj chleb rosl 35 min.). W tym czasie rozgrzewamy piekarnik do temp. 250°C*. Wstawiamy garnek do piekarnika, przykrywamy pokrywka i pieczemy 30 min. Nastepnie zdejmujemy pokrywke i dopiekamy kolejne 10-15 min.

*zgodnie z metoda Liski zimny garnek powinnismy wstawic do zimnego piekarnika. Ja to niestety przeoczylam i nagrzalam wczesniej piekarnik.